Ok. Kolejny wypadek. Tym razem wieśniak wyprzedzał po lewej kiedy ja skręcałem w lewą. Policja z wsi rzeczonego wieśniaka mierząca ślady hamowania krokami, wcześniej padło pytanie “ej ile ja mam od nogi do nogi”. Nie wykonali oględzin samochodu. Nie pobrali żarówki. Nie chcieli przesłuchać świadków w liczbie trzech z których każdy potwierdzał moją wersję wydarzeń. Nie chcieli przesłuchać mnie. Nalegali na przyjęcie mandatu. Spisując wreszcie moje zeznania próbowali zmieniać wersję zdarzeń. Odległość od mostu na którym rzeczony pan musiałby zacząć wyprzedzać została pomnożona chyba przez co najmniej dwa. Sprawca najpierw chciał wziąć odpowiedzialność za to co się stało potem zamknął się w samochodzie i zgodził się na współwinę więcej nie wysiadając. Kwestionował wszystko co wcześniej mówił.
Pan mecenas z którym już rozmawiałem, pogratulował mi tylko refleksu i powiedział, że mam szczęście do tej trójki świadków. Koniec końców jednak łatwiej byłoby dać się uderzyć z całą mocą i wpaść do rowu przed sobą, wtedy nie byłoby wątpliwości. Najpewniej oberwałbym po kręgosłupie i całym boku auta a szkłem po twarzy.
Sąd. Wniosek o ukaranie. 86 § 1 KW. Nie spanie przez dwie noce.
Potem jeden telefon, przeprosiny i cyrk zmienia właściciela. Nie wiem co się działo od wtorku. Domyślam się po rejestrze połączeń. Trochę zgaduję.
Tym bardziej mnie to rozbija, że dzieje się po bezpiecznym i bezproblemowym przejechaniu przeze mnie ponad 4000km po dzikawych krajach z tabliczkami informującymi o minach w poboczu. Po przeszło półtora roku od ostatniej podobnej sytuacji, już liczyłem że będzie spokojnie.
Tak długo jak Twoje bezpieczeństwo zależy jedynie od Ciebie możesz czuć się jakkolwiek bezpieczny. Ten samochód to jakiś magnes. Na szczęście póki co tylko ten.